Pierwsze minuty użytkownika na stronie to moment, w którym kształtuje się zaufanie, intencja i chęć powrotu. Od jakości wprowadzenia zależy, czy nowa osoba szybko odkryje wartość produktu, czy zagubi się w interfejsie, porzuci formularz lub odłoży sprawę na później. Dobry proces wprowadzenia to nie tylko zestaw ekranów, ale zaprojektowany ciąg doświadczeń – od kliknięcia w reklamę, przez pierwszy ekran, po osiągnięcie satysfakcjonującego efektu. Projektowanie takiego procesu wymaga połączenia empatii, myślenia strategicznego i dyscypliny eksperymentowania. Poniższy przewodnik prowadzi przez kolejne warstwy: zrozumienie użytkownika, strukturę doświadczenia, interfejs i mikrocopy, a także psychologię i pomiar efektywności, tak aby onboarding naprawdę wspierał produkt i ludzi, którzy z niego korzystają.
Fundamenty skutecznego onboardingu
Każdy proces wprowadzający powinien zaczynać się od definicji celu: jaki efekt ma osiągnąć nowy użytkownik w pierwszej sesji i w jakim czasie? W produktach transakcyjnych może to być pierwsze zamówienie; w aplikacjach do zarządzania pracą – utworzenie projektu i dodanie zadania; w serwisach treściowych – odtworzenie materiału lub zapis do newslettera. Ten efekt nazywamy momentem Aha: punktem, w którym realna wartość staje się odczuwalna. Aby do niego doprowadzić, należy wyznaczyć minimalną ścieżkę oraz bariery i wąskie gardła. Pomocne jest rozrysowanie mapy działań i emocji nowego użytkownika wraz z ryzykami utraty uwagi.
Drugim filarem jest dopasowanie oczekiwań: obietnica z reklamy, wynik w wyszukiwarce i treść strony docelowej muszą tworzyć spójny ciąg. Jeśli użytkownik klika w komunikat o darmowej dostawie, a ląduje na ogólnym katalogu, powstaje niespójność, która obniża intencję działania. Onboarding zaczyna się więc wcześniej niż rejestracja – już w momencie pierwszego kontaktu z marką. Stąd rola jasno sformułowanej propozycji wartości, widocznych dowodów społecznych oraz natychmiastowej możliwości wykonania kolejnego kroku bez zbędnych decyzji.
Trzeci filar to ograniczanie tarcia. Tarciem nazywamy wszystko, co wydłuża drogę do efektu: zbędne pola w formularzu, niejasne etykiety, mikrolagi, brak stanu ładowania, przesadną liczbę komunikatów. Dobre praktyki obejmują: proste formularze z walidacją w czasie rzeczywistym, domyślne ustawienia zgodne z dobrymi praktykami, jasną hierarchię informacji, dostępność (WCAG), a także logiczne breadcrumbs i wycofywanie zmian.
Czwarty filar to priorytetyzacja informacji. Nowa osoba nie ma jeszcze mentalnego modelu produktu, więc rozumie mniej, wolniej i łatwiej się rozprasza. Konieczne jest pokazanie tylko tego, co potrzebne „tu i teraz”, z możliwością „pogłębienia” dla zainteresowanych. Dzięki temu skracamy czas do pierwszego efektu bez utraty wiarygodności. Tak działa progresywne ujawnianie funkcji, wskazówki kontekstowe i dobry system pomocy, który nie przeszkadza, ale jest na wyciągnięcie ręki.
Na koniec – wskaźniki. Onboarding musi być policzalny. Zdefiniuj podstawowe metryki: czas do pierwszej wartości (TTFV), współczynnik ukończenia kluczowego zadania, liczba porzuceń na etapie X, jakość danych pozyskanych w rejestracji, NPS po pierwszej sesji. W przypadku produktów subskrypcyjnych kluczowe jest także obserwowanie wczesnych sygnałów zdrowia konta w pierwszych 7–14 dniach, ponieważ to one najmocniej korelują z późniejszym utrzymaniem i retencja.
Mapowanie ścieżek i scenariuszy pierwszego kontaktu
Skuteczny proces wprowadzania wymaga zrozumienia, że „nowy użytkownik” nie jest jednorodny. W zależności od kanału pozyskania, motywacji, urządzenia i doświadczenia z podobnymi narzędziami, ludzie startują z różnymi oczekiwaniami i ograniczeniami. Dlatego punktem wyjścia jest modelowanie person i zadań do wykonania (Jobs To Be Done). Nie pytaj: kim jesteś?, tylko: co chcesz dziś osiągnąć i co stoi na przeszkodzie?
Praktyczna metoda: identyfikuj 2–4 główne intencje wejścia i dla każdej zaprojektuj minimalną ścieżkę do osiągnięcia efektu. Przykładowo w aplikacji do fakturowania: (1) szybkie wystawienie pierwszej faktury, (2) import kontrahentów, (3) konfiguracja danych firmy, (4) integracja z bankiem. Każda z tych ścieżek powinna mieć własny skrót na stronie startowej, własne podpowiedzi i inne priorytety wymaganych danych. Tak rozumiana segmentacja nie musi być ciężkim mechanizmem – wystarczy prosty wybór „co chcesz zrobić na początek?” i dostosowana nawigacja.
Następnie zaplanuj punkty decyzyjne i ryzyka. Gdzie użytkownik może się zgubić? Jakie informacje są krytyczne, a które mogą poczekać? Przydatne jest spisanie scenariuszy negatywnych: brak maila potwierdzającego, spóźniony kod SMS, zbyt długie ładowanie, niepowodzenie płatności. Dla każdego przewidź plan B: inny kanał potwierdzenia, przycisk „wyślij ponownie”, tryb offline, odroczenie płatności do momentu osiągnięcia wartości. Unikaj zależności, które blokują postęp bez realnej potrzeby.
Wreszcie – ścieżki skrócone i rozszerzone. Użytkownicy zaawansowani powinni móc ominąć instrukcje, a początkujący – skorzystać z przewodnika. Umieszczaj możliwość pominięcia kroków z jasną informacją, co zostanie utracone. Dobrą praktyką jest status postępu i droga powrotu do nieukończonych elementów. Dzięki temu tworzysz przestrzeń na własne tempo i preferencje bez utraty kontroli nad jakością danych i integralnością procesu.
Mapowanie kończy się zbudowaniem „szkieletu” – listy kroków, stanu każdego kroku, reguł przejść i wariantów dla różnych segmentów. Na tym etapie warto też przewidzieć dane, które będą mierzone. Jeśli nie możesz policzyć, ilu użytkowników zatrzymuje się na kroku trzecim, nie będziesz w stanie optymalizować. Nie projektuj ślepo – zawsze z planem pomiaru i hipotezami.
Interfejs, przepływy i mikrointerakcje
Interfejs onboardingowy ma prowadzić jak latarnia: wskazywać najważniejszy następny krok, potwierdzać sukcesy i łagodzić błędy. Zacznij od hierarchii wizualnej – jeden wyraźny priorytet w widoku, minimalna liczba opcji, logiczna kolejność pól, kontrast i dostępność. Formularze dziel na krótkie etapy, jeśli przekraczają 6–8 pól. Pokaż podsumowanie i możliwość edycji przed zatwierdzeniem. Stosuj wstępne wypełnianie, maski wprowadzania i podpowiedzi kontekstowe. Etykiety umieszczaj nad polami, błędy wskazuj w miejscu ich powstania i językiem, który mówi, co zrobić dalej.
Mikrointerakcje są szczególnie ważne. Animacje powinny być szybkie i znaczące: podkreślać zmiany stanu, nie odwracać uwagi. Indykatory ładowania zastępuj skeletonami tam, gdzie treści ładują się dynamicznie, a przy dłuższych działaniach (np. import danych) pokazuj przewidywany czas i możliwość kontynuowania w tle. Upewnij się, że stany pustych ekranów uczą i zachęcają do działania – to często pierwszy kontakt z modułem. Zamiast smutnego „Brak danych” pokaż przycisk „Dodaj pierwszy element” i krótką instrukcję.
Przepływy powinny oferować alternatywy. Jeśli weryfikacja tożsamości jest konieczna, zaproponuj 2–3 metody. Jeśli integracja z zewnętrzną usługą bywa kapryśna, przygotuj plan offline. Pamiętaj o zgodach i prywatności: zapytaj o nie we właściwym kontekście, z jasnym powodem. Zamiast długich pop-upów rozważ „przyklejone” paski informacyjne i proste przełączniki. Użytkownik nie przyszedł uczyć się o polityce prywatności, ale chce czuć się bezpiecznie; projektuj więc komunikaty tak, by budziły zaufanie i umożliwiały szybkie zrozumienie konsekwencji wyborów.
Dobry interfejs wzmacnia też poczucie sprawczości. Wykorzystaj wskaźnik postępu (progress bar), checklisty i przyjazne potwierdzenia. Pokazuj nagrody w postaci odblokowanych funkcji lub skrótów po zakończeniu kroku. Komunikuj drobne zwycięstwa – w psychologii uczenia się są one paliwem dla dalszego działania. Odradzaj natomiast inwazyjne „turory” przykrywające całą stronę, które przerywają naturalny bieg. Lepsze są krótkie podpowiedzi wyzwalane kontekstem i intencją użytkownika.
Niezmiennie dbaj o wydajność. Czas ładowania pierwszego widoku ma krytyczne znaczenie dla zaangażowania. Optymalizuj obrazy, stosuj lazy-loading i cache. Jeśli Twoja aplikacja wymaga ciężkiej inicjalizacji, rozdziel ją na etapy, pokazuj postęp i pozwalaj działać w ograniczonym zakresie zanim całość będzie gotowa. Każda setna sekundy może decydować o dalszej ścieżce użytkownika i o tym, czy dojdzie do pierwszej aktywacja.
Treści, język i mikrocopy, które prowadzą
Język jest integralną częścią doświadczenia. Zamiast technicznych nazw i ogólników stosuj słowa, które opisują efekt. Etykieta „Dodaj klienta” jest lepsza niż „Nowy rekord”, a „Wyślij fakturę” lepsze niż „Zapisz dokument”. Mikrocopy ma redukować niepewność, wyjaśniać korzyści i prowadzić do następnego kroku. Sprawdzoną metodą jest formuła: cel – korzyść – działanie: „Skonfiguruj metodę płatności, by przyjmować środki bez opóźnień. Dodaj kartę”.
Teksty wprowadzające powinny być krótkie, konkretne i rozbite na etapy. Pamiętaj o tonie głosu marki: ciepły i pomocny, ale nie infantylny; profesjonalny, ale nie sztywny. Wezwania do działania muszą być jednoznaczne („Przejdź dalej”, „Zamów teraz”), a komunikaty o błędach – empatyczne i naprawcze („Nie udało się połączyć. Spróbuj ponownie lub wybierz inną metodę”). Dodawaj powody, gdy prosisz o dane: „Numer telefonu pomoże odzyskać dostęp w razie utraty hasła”.
Warstwa treści to także dowody wiarygodności: liczby, logotypy klientów, cytaty, certyfikaty. W procesie wprowadzenia umieszczaj je tam, gdzie minimalizują ryzyko przerwania. Jeśli np. prosisz o dane płatnicze przed pierwszą próbą użycia narzędzia, wzmocnij przekaz informacjami o zabezpieczeniach i elastycznej rezygnacji. Nigdy nie ukrywaj istotnych warunków jak automatyczne odnowienia czy ograniczenia funkcji – długofalowa lojalność wymaga pełnej przejrzystości.
Treści powinny adaptować się do kontekstu. Inaczej mów do osoby, która wraca po porażce integracji, a inaczej do tej, która właśnie osiągnęła pierwszy sukces. Dynamiczne mikrocopy może wykorzystywać dane z kontekstu: „Świetnie, zaciągnęliśmy 12 kontaktów. Dodaj kolejnych 10, a wypróbujesz automatyczne sekwencje”. Tu działa także personalizacja w skali mikro: na podstawie zachowania i danych wejściowych zmieniaj rekomendacje, kolejność kroków czy przykłady.
Dobrym narzędziem są wideo i interaktywne tutoriale, pod warunkiem, że nie blokują działania. Materiały powinny być krótkie (30–90 sekund), z transkrypcją i wersją do szybkiego przejrzenia. Tam, gdzie to możliwe, zamień słowa na interakcję – gotowe szablony, dane przykładowe, tryb demo. Użytkownicy szybciej uczą się, gdy mogą spróbować, niż gdy tylko czytają instrukcję. Zadbaj jednak, by dane przykładowe były oznaczone i łatwe do usunięcia.
Kiedy prosić o rejestrację? Jeśli produkt umożliwia pokazanie wartości bez konta, rozważ model „najpierw spróbuj, potem się zaloguj”. Zmniejsza to barierę wejścia i zwiększa konwersja do aktywnych użytkowników. Gdy rejestracja jest konieczna, pokaż, co użytkownik otrzyma w zamian i jak długo to potrwa. Wieloetapowe formularze dziel na krótkie kroki z wyraźnym celem każdego z nich.
Psychologia, nawyki i mechanizmy utrzymania
Onboarding jest w istocie procesem zmiany zachowania – od ciekawości do regularnego używania. Warto wykorzystać mechanizmy psychologiczne: jasny cel, natychmiastową informację zwrotną, nagrody za wysiłek i budowanie nawyku. Ekrany z postępem, odznaki czy listy kontrolne działają, gdy wspierają realne korzyści. Nie chodzi o grywalizację dla samej grywalizacji, lecz o projektowanie sytuacji, w której mały krok prowadzi do kolejnego. Dlatego warto projektować widoczne „kamienie milowe” i osadzać je w codziennych zadaniach użytkownika.
Silnym narzędziem są trygery kontekstowe: maile, powiadomienia push, banery w produkcie. Ich rola to przypominać, wzmacniać, sugerować kolejny krok. Najlepsze są te, które wynikają z realnego zachowania: „Wczoraj utworzyłeś listę – dodaj pierwsze zadanie”, a nie ogólniki wysyłane masowo. Dobrą praktyką jest seria 3–5 wiadomości rozłożona w czasie, wspierająca pierwsze tygodnie korzystania. Oprócz instrukcji zawieraj w nich przykłady, skróty, studia przypadków i pozytywne wzmocnienia.
Minimalizuj lęk przed błędem. Zabezpieczaj działania nieodwracalne, oferuj cofanie, wersjonowanie i podglądy. Tam, gdzie konieczna jest odwaga (np. wysłanie pierwszej kampanii), daj możliwość testu na próbce. Projektuj stany błędów z taką samą starannością jak ścieżkę sukcesu – to właśnie błędy definiują, czy nowa osoba poczuje kontrolę, czy zrezygnuje.
Motywacje są różne: narzędziowa (chcę rozwiązać problem), społeczna (chcę pracować jak inni), aspiracyjna (chcę być lepszy), przymusowa (muszę, bo to narzędzie firmowe). Warto, by onboarding odwoływał się do kilku z nich. Pokazuj porównania do najlepszych praktyk, umożliwiaj współpracę, dawaj przestrzeń do szybkiego sukcesu i nauki. Pamiętaj jednak, że nadmierne naciski budzą opór – dlatego oferuj wybór, jasne korzyści i przejrzyste konsekwencje. Wzmacniaj poczucie własności: „Twoje konto, Twoje dane, Twoje ustawienia”.
Utrzymanie w dłuższym okresie wymaga dobrej pierwszej konfiguracji. To tu decyduje się, czy użytkownik będzie korzystał z kluczowych funkcji. Projektuj mądre domyślne wartości, sugeruj integracje dające natychmiastowy efekt i zachęcaj do skonfigurowania automatyzacji, które oszczędzają czas. Mały wysiłek na starcie wielokrotnie się spłaca, bo obniża koszt korzystania każdego kolejnego dnia. Stąd znaczenie jasnego wskaźnika progres i łatwego powrotu do nieukończonych kroków.
Mierzenie efektów i optymalizacja
Bez rzetelnego pomiaru nawet najlepiej zaprojektowany onboarding stanie się z czasem ślepy. Zacznij od zdarzeń kluczowych i lejka pierwszych dni: wejście na stronę docelową, rozpoczęcie rejestracji, utworzenie konta, wykonanie pierwszego działania, powrót w ciągu 24 godzin, użycie funkcji X w ciągu tygodnia. Do tego dodaj wskaźniki jakości: czas do pierwszej wartości, odsetek kroków ukończonych w pierwszej sesji, liczba błędów na użytkownika. Staraj się łączyć dane ilościowe z jakościowymi: nagrania sesji, heatmapy, badania z 5–7 osobami, analizy czatów i ticketów.
Twórz hipotezy i testuj je A/B. Jeśli skracasz formularz, zdefiniuj, czy celem jest wyższa konwersja rejestracji, czy krótszy czas do działania. Zadbaj o segmentację wyników: nowi vs. powracający, mobilni vs. desktop, źródła ruchu, kraje. Testy powinny być planowane tak, by nie nakładały się na siebie w krytycznych miejscach lejka. Pamiętaj też o walidacji w dłuższym okresie – wzrost krótkoterminowej konwersji nie zawsze przekłada się na lepszą retencja po 30 dniach.
W procesie pomiaru kluczowa jest definicja momentu aktywacji. Dla różnych produktów znaczyć on może co innego: wysłanie pierwszej wiadomości, skonfigurowanie automatyzacji, zaproszenie członków zespołu. Zdefiniuj metrykę i pilnuj jej konsekwentnie. Równolegle obserwuj wskaźniki jakości danych – zbyt agresywne skracanie ścieżki może generować konta o niskiej wartości. Dlatego zawsze oceniaj skutki krótkoterminowe i długoterminowe, patrząc na analityka na poziomie użytkownika, konta i sesji.
Optymalizacja to także porządkowanie i usuwanie. Co kwartał przeglądaj elementy onboardingowe: czy wszystkie komunikaty są aktualne? Czy liczba kroków nie urosła bez kontroli? Czy materiały pomocy nie dublują się i nie wprowadzają chaosu? Zmieniaj to, co nie działa, i usuwaj to, co jest zbędne. Nie przywiązuj się do rozwiązań – przywiązuj się do problemów użytkowników.
Pamiętaj o prywatności i zgodach – mierz zgodnie z regulacjami. Minimalizuj identyfikowalne dane, anonimizuj, proś o zgodę wtedy, gdy jest to niezbędne, i transparentnie informuj o celach. Budowanie zaufania w tym obszarze ma znaczący wpływ na długofalową retencja i reputację marki.
Organizacja pracy i wdrażanie w praktyce
Skuteczny onboarding to gra zespołowa. UX, produkt, marketing, wsparcie, sprzedaż i zespół techniczny muszą współpracować przy definiowaniu celu, treści, ścieżek i mierników. Zacznij od warsztatu, na którym powstaje mapa podróży nowego użytkownika, lista przeszkód oraz hipotezy do testów. Ustal jedną odpowiedzialną osobę (DRI), która będzie koordynować wdrażanie i pilnować spójności. Przydziel właścicieli do kluczowych kroków i zdefiniuj cykl przeglądów.
Plan wdrożenia powinien obejmować krótkie iteracje. Zamiast budować cały system, uruchamiaj najmniejsze wartościowe fragmenty: nowy formularz rejestracji, ulepszone stany pustych ekranów, jedną dobrą serię e-maili powitalnych, skrócone ścieżki dla dwóch najważniejszych zadań. Mierz, ucz się i rozbudowuj dopiero, gdy widzisz efekt. W ten sposób ograniczasz ryzyko oraz szybciej dowozisz realną wartość.
Dbaj o spójność wizualną i językową – system designu powinien obejmować komponenty onboardingowe: bannery, checklisty, wskaźniki postępu, style komunikatów i ikonografię. Dokumentuj decyzje: dlaczego pokazujemy ten krok teraz, a nie później? Jakie są wyjątki? Co musi się wydarzyć, by usunąć lub zmienić element? Dobra dokumentacja ułatwia zespołom pracę i zapobiega „pęcznieniu” procesu wprowadzania.
Nie zapominaj o wsparciu człowieka. Dla kont o wysokiej wartości rozważ concierge onboarding: dedykowane wdrożenia, sesje Q&A, import danych w asyście specjalisty. To inwestycja, która często zwraca się w postaci lojalności i rekomendacji. Nawet w produktach samoobsługowych warto wpleść szybki dostęp do czatu i dobrze zorganizowaną bazę wiedzy, tak by nowy użytkownik czuł, że w razie potrzeby szybko dostanie pomoc.
Operacyjnie przygotuj też scenariusze awaryjne i szkolenia dla zespołów pierwszej linii. Jeśli zmieniasz onboarding, wsparcie i sprzedaż muszą znać nowe komunikaty, a marketing – dostosować kampanie. Wspólny kalendarz wdrożeń i kanał komunikacji między zespołami ograniczają chaos oraz przyspieszają reagowanie na problemy.
Antywzorce i pułapki, których warto unikać
Nadmierna ilość kroków i komunikatów to klasyczna pułapka. W imię pomocy tworzymy nalot informacji, który spowalnia i zniechęca. Zamiast tego stosuj zasadę minimalnego potrzebnego kontekstu. Drugą pułapką jest blokowanie wartości za ścianą rejestracji tam, gdzie można ją pokazać wcześniej. Odwrócenie kolejności często dramatycznie poprawia wskaźniki pierwszego sukcesu. Trzecia pułapka to sztywność: projekt, który nie dostosowuje się do różnic między ludźmi i sytuacjami. Tu kluczem jest lekkie dostosowanie – wybór celu na start, opcje pominięcia, dynamiczne mikrocopy.
Inne błędy to: brak jasnego właściciela procesu, mizerne mierzenie efektów, brak spójności komunikatów, ignorowanie urządzeń mobilnych i dostępności. Projektowanie tylko na „idealny” scenariusz jest ryzykowne – zawsze uwzględnij błędy i wyjątki. Nigdy nie zakładaj, że użytkownik przeczyta wszystkie instrukcje – projektuj tak, by mógł działać bez nich, a instrukcje traktuj jako wsparcie, nie protezę złego interfejsu.
Wreszcie – manipulacje. Don’t dark pattern: ukryte checkboxy, wprowadzające w błąd etykiety, zasłanianie przycisku „pomiń”. Krótkoterminowo mogą „podnieść liczby”, ale długoterminowo niszczą markę i budują opór. Zaufanie jest walutą relacji – łatwo je stracić, trudno odbudować. Dbając o etykę, budujesz realną wartość i zdrowe metryki.
Plan działania: od audytu do doskonalenia
Aby zbudować lub usprawnić proces wprowadzania, przejdź przez następujące kroki:
- Przeprowadź audyt obecnej ścieżki: nagrania sesji, mapy kliknięć, analiza porzuceń, jakościowa rozmowa z 5 użytkownikami, przegląd treści i formularzy.
- Zdefiniuj cele i metryki: moment aktywacji, czas do pierwszej wartości, docelowe wskaźniki rejestracji i powrotów.
- Wyznacz segmenty i ich intencje wejścia. Dla każdej intencji narysuj najkrótszą ścieżkę do efektu.
- Zaprojektuj szkic przepływów: kroki, stany, reguły przejść, wersje dla urządzeń mobilnych i desktopu.
- Przygotuj warstwę treści: propozycja wartości, mikrocopy, maile powitalne, stany pustych ekranów, komunikaty błędów.
- Wybierz 1–2 obszary o największym wpływie i wdrażaj w krótkich iteracjach, z testami A/B tam, gdzie to możliwe.
- Podłącz pomiary i dashboardy, ustal rytm przeglądów (np. co 2 tygodnie) i proces decyzji o zmianach.
- Zapewnij wsparcie: czat, baza wiedzy, szkolenia wewnętrzne, scenariusze awaryjne.
- Powtarzaj cykl: obserwacja – hipoteza – eksperyment – wdrożenie – nauka. Utrzymuj listę długów UX i spłacaj je systematycznie.
Ten plan pozwala uporządkować działania i nadać im tempo. Daje też wspólny język zespołowi – wszyscy wiedzą, gdzie jesteśmy, co już zrobiliśmy i co jest następne.
Podsumowując, proces wprowadzania to nie baner z napisem „Witaj!”, lecz przemyślany system decyzji, treści i zachęt, który prowadzi od pierwszego wrażenia do utrwalonego nawyku. Łączy strategię produktu z detalem interfejsu, dane z intuicją, technologię z empatią. Projektując go, pamiętaj o jasnym celu, prostocie i mierzalności. Wykorzystuj psychologię, ale z szacunkiem – celem jest wsparcie, nie presja. Dbaj o wydajność, dostępność i przejrzystość. Wtedy wysiłek włożony w pierwsze kroki użytkownika przełoży się na trwałą wartość, rosnącą motywacja do korzystania i zdrowe wskaźniki w długim okresie. Właśnie wtedy onboarding staje się dźwignią produktu, a nie dodatkiem do niego – szczególnie gdy krok po kroku doskonalisz go na podstawie danych i świadomych decyzji.
